Gdy zostaliśmy skrzywdzeni, jesteśmy ofiarą i tak się czujemy, nawet jeśli świadomie chcemy wybaczyć i zapomnieć – mamy w sobie ogromną i bardzo ludzką potrzebę wyrównania rachunków. Chcemy żeby sprawiedliwości stało się zadość, a ten kto nas skrzywdził poniósł karę.

„Chciałbym coś powiedzieć o tajemnicy szczęścia. Szczęście łatwo zapomina, nie wraca do tego co było wcześniej. Ale za to nieszczęście ma dobrą pamięć. Dobrym sposobem na poradzenie sobie z trudnościami w związku, które kiedyś się wydarzyły byłaby sytuacja, w której partner mówi: dajmy sobie prawo do nowego początku, a o tym co było nigdy nie będziemy już myśleć. To jest tajemnica szczęścia. Ale jest ona zbyt prosta” – Bert Hellinger.

Jak to się dzieje, że te niby proste rzeczy okazują się w rzeczywistości wcale nie takie proste? Rzeczy typu wybaczenie, puszczenie w niepamięć, albo zaufanie, że wszystko jest takie, jak ma być? Ten, komu udało się choć raz „położyć na wodzie”, wie jakie niesie to ze sobą cudowne uczucie – uczucie ulgi i całkowitego zaufania do życia. Wie także, jak niezwykłe rzeczy dzieją się w tym stanie. Zupełnie jakby zrobiło się miejsce na nowy początek i niezwykłe sploty szczęśliwych okoliczności. A jednak… jest to tak trudne!

Trudne szczególnie jest także „zaczynanie od nowa” w związku. Dlaczego? Gdy zostaliśmy skrzywdzeni (jesteśmy ofiarą i tak się czujemy) – nawet jeśli świadomie chcemy wybaczyć i zapomnieć – mamy w sobie ogromną i bardzo ludzką potrzebę wyrównania rachunków. Chcemy żeby sprawiedliwości stało się zadość, a ten kto nas skrzywdził poniósł karę.

Bardzo ciekawym zjawiskiem jest powstająca w związku dynamika i odwrócenie ról, gdy jeden z partnerów który został pokrzywdzony (czyli „ofiara”) nagle staje się „katem”!

Czuje się uprawniona do mszczenia się za poniesione krzywdy, bo przecież ma dowody, że została zraniona. Kat zaś w swoim poczuciu winy czuje, że znalazł się w ślepym zaułku i po jakimś czasie orientuje się, że nie jest w stanie zrobić nic, co mogłoby odkupić jego winy. Długo też może nie zobaczyć, że ofiara tego wcale nie chce, bo przecież ma teraz świetną okazję do „upuszczenia” tej zbieranej przez lata złości, rozczarowań, agresji i pogardy.

Taką sytuację często obserwuję u par, które przychodzą na sesję, aby poradzić sobie ze zdradą. Obie strony deklarują, że chcą tę sytuację przepracować i naprawić związek, ale podczas pracy okazuje się, że osoba zdradzona nie jest w stanie zostawić przywiązania do swojej „historii ofiary”. Wykorzystuje to, co się wydarzyło, do uderzenia w partnera przy każdej nadarzającej się okazji.

I nie ma tu znaczenia moment ani temat aktualnego problemu – niewierność może być przywołana i przy pretensji o niekupione mleko.

Wydawałoby się, że w interesie zdradzonej strony jest starać się puścić w niepamięć to, co się wydarzyło i wybaczyć (oczywiście zakładając, że ludzi tych dalej łączy uczucie i nie chcą się rozstawać). A jednak trzymanie się urazy daje okazję do wyrównania rachunków za wszystkie inne niezałatwione tematy, które były zamiatane pod dywan tej relacji od lat.

I tak latami można tkwić w takim toksycznym układzie. Ofiara delektując się możliwością użycia w dowolnym momencie pejcza pod tytułem „tak strasznie mnie tym skrzywdziłeś!”, a kat ponosząc niekończącą się karę, przyciąganą przez myśl „zasłużyłem na to”.

Od wielu osób słyszałam też inne powody trzymania się swojej krzywdy – „gdy mu wybaczę, to mu wszystko ujdzie na sucho” albo „ona nie zasługuje na wybaczenie”. I tu się bardzo mylą.

Wybaczanie to nie coś, co robimy dla drugiej osoby. Wybaczamy dla siebie.

Co można zrobić, by móc wyjść z tego zaklętego koła i dać sobie szansę na nowy początek? Zadajcie sobie pytanie, jak brak wybaczenia wpływa na wasze życie, na życie osobiste każdego z was, na życie waszego związku, na życie z innymi (waszych dzieci, rodzin) i na jakość życia ogólnie. Będziecie zaskoczeni, jaką cenę płacicie za trzymanie się bolesnej przeszłości.

Ale ostatecznie najważniejszą sprawą jest podjęcie decyzji, że nie chcemy tak żyć. I choć jeszcze nie wiemy, co z tym zrobić, a myśl o zmianach powoduje, że uginają nam się ze strachu kolana, to przecież pragnienie życia w relacji pełnej miłości powinno być w nas najsilniejsze. I niech to pragnienie zwycięży.

Magdalena Czaja, twórczyni metody Lovefiting®, która pomaga ludziom znaleźć spełnienie w miłości. Mentorka, certyfikowana coach, wykładowczyni, trenerka rozwoju osobistego, a także, od 20 lat kobieta w biznesie. Jej największą motywacją do pracy z ludźmi, są zmiany jakie zachodzą w ich życiu po wspólnej pracy na sesjach indywidualnych i warsztatach. Masz pytania? Spostrzeżenia? Napisz do mnie: info@magdalenaczaja.com.